Foto/pixabay.com

Duże firmy motoryzacyjne straszyły ostatnio wycofaniem działalności z Wielkiej Brytanii. Ich obawy koiła Teresa May, ale o mało nie doszło przez to do rozpadu koalicji rządowej. Posiadacze funtów mają ostatnio silne wahania nastrojów.Pracujący na Wyspach polscy imigranci w tym roku mają generalnie powody do zadowolenia. Ich pensje przeliczane na złotówki wzrosły o 4,1 proc. Gdy porównają się z rodakami, którzy zostali w kraju, może wracać u nich poziom poczucia materialnej wyższości sprzed dwóch lat.

Wtedy referendum wygrane przez zwolenników opuszczenia Unii Europejskiej w kilka miesięcy zmniejszyło złotówkową wartość ich pensji o 16 proc. Powyżej 5 zł za jednego funta nie płaci się już od maja 2017. Ale od minimum w sierpniu ub. roku krok po kroku funt wraca do dawnej kondycji.

Ostatni tydzień był tu wyjątkiem, który mógł oznaczać zmianę trendu z powrotem na spadkowy. Pomiędzy 3 a 10 lipca funt stracił 1,6 proc. i znowu znalazł się na forex poniżej poziomu 4,90 zł. Wszystko przez zamieszanie wokół Brexitu.

Ten zbliża się wielkimi krokami – finalizacja już za rok. A rząd brytyjski przez długi czas nie mógł dojść do porozumienia, jaki właściwie ma być ten Brexit.

Exit spółek motoryzacyjnych

Ten brak ustaleń zaczął irytować firmy motoryzacyjne. A samochody to aż 14 proc. eksportu Wielkiej Brytanii. Największy na Wyspach producent samochodów – Jaguar Land Rover – wyliczył, że jeśli nie będzie wolnego handlu po Brexicie, to potencjalne inwestycje o wartości 80 mld funtów będą zagrożone.

Szefowie wielkich niemieckich koncernów – a konkretnie organizacja Germany Industry UK, reprezentująca takie potęgi jak BMW, Mercedes-Benz, Lufthansa, operator pociągów i autobusów Arriva i gigant stalowy ThyssenKrupp – zapowiedzieli, że nie będą inwestować w Wielkiej Brytanii, jeśli szybko nie wyjaśni się, jakie zasady będą obowiązywać. Bank inwestycyjny JP Morgan zaczął już przenosić niektórych pracowników za granicę.

Swoje obawy wyraża bezpośrednio sam BMW. Szef firmy w Wielkiej Brytanii Ian Robertson zagroził zamknięciem zakładów, zatrudniających ponad 8 tys. osób, jeśli po Brexicie będą opóźnienia transportu przez kontrolę celną. Dotyczyłoby to m.in. 4,5 tysiąca osób zajmujących się w fabryce w Cowley produkcją dla BMW kojarzonego z Wielką Brytanią samochodu Mini.

Foto/pixabay.com

Ostrzeżenia przyszły też od takich gigantów jak Honda, Volvo i Ford. Ambasador Japonii w Wielkiej Brytanii wyraził obawy o przyszłość po Brexicie fabryk: Nissana w Sunderland, Toyoty w Derby i Hondy w Swindon.

Boris Johnson odchodzi

W tej coraz bardziej nabrzmiałej sytuacji Teresa May przyspieszyła działania. W sobotę jej gabinet przyjął wspólne stanowisko dot. przyszłości negocjacji z Unią Europejską.

– Nasza propozycja to stworzenie strefy wolnego handlu, która ustanowi wspólne przepisy dla dóbr przemysłowych i produktów rolnych. W ten sposób utrzymamy wysokie standardy w tych obszarach i zapewnimy, że nie dojdzie do żadnych zmian bez zgody parlamentu. – poinformowała szefowa brytyjskiego rządu.

W razie podpisania umowy zawierającej brytyjskie propozycje zniknie swoboda przepływu usług i osób.

Ustaliliśmy także nowy przyjazny dla biznesu model celny, który otworzy nam drogę do podpisywania umów handlowych na całym świecie. – dodała premier.

Ugodowe tony nie spodobały się jednak szefowi MSZ, Borysowi Johnsonowi. Ogłosił w poniedziałek swoją rezygnację w proteście przeciwko przyjęciu przez rząd łagodnej linii Brexitu w negocjacjach z Unią Europejską. Dzień wcześniej z rządu odeszło trzech ministrów, w tym David Davis.

Przedstawiciele frakcji zwolenników „twardego Brexitu” w Partii Konserwatywnej zapewnili jednak, że nie będą na razie podważać przywództwa May.

Obawy, że wątek Brexitu może jednak zaciążyć na pozycji brytyjskiej waluty zaczynają się sprawdzać. – zauważa Marek Rogalski, główny analityk walutowy DM BOŚ. – Wprawdzie rynek kupił zapewnienia, że buntownicy w Partii Konserwatywnej nie będą rozgrywać scenariusza odwołania premier May, ale nie wiemy, na ile nie będą oni ,,utrudniać” procesu negocjacji podczas akceptacji przed parlament poszczególnych ustaleń, a także na ile Bruksela pójdzie na rękę Londynowi, godząc się na przedstawiony w piątek zarys negocjacji. – dodaje.

Według analityka ,,nieuporządkowany” Brexit zaszkodziłby też gospodarce strefy euro, choć trudno mu powiedzieć, czy politycy kierują się tylko ekonomicznymi interesami.

Autor: Jacek Frączyk, analityk Money.pl

PODZIEL SIĘ