Autor dobrze chroniony. Foto. Pixabay

Orzecznictwo, w szczególności unijne, i ustawodawstwo bardzo konsekwentnie od paru lat idą w kierunku zwiększania ochrony podmiotów uprawnionych z tytułu praw autorskich. Jest to oczywisty trend, w który wpisuje się m.in. wyrok Trybunału Sprawiedliwości UE z dnia 7 sierpnia 2018 r. w sprawie o sygn. akt C-161/17, jak też dyrektywa nr 2019/790 w sprawie prawa autorskiego i praw pokrewnych na jednolitym rynku cyfrowym oraz zmiany dyrektyw 96/9/WE i 2001/29/WE (zwana potocznie ACTA 2).

Fotografia na stronie internetowej

W stanie faktycznym sprawy, jaka zawisła przed Trybunałem Sprawiedliwości UE, uczennica niemieckiego gimnazjum zamieściła w szkolnym referacie zdjęcie miasta Kordoby, który to referat został następnie opublikowany na stronie internetowej szkoły. Autor zdjęcia wystąpił ze stosownymi roszczeniami, wskazując, iż doszło do naruszenia jego praw autorskich do zdjęcia. Uczennica znalazła zdjęcie na ogólnodostępnym portalu podróżniczym, na którym zostało ono opublikowane po raz pierwszy i za zgodą autora. Na tym tle niemiecki sąd rozpoznający sprawę powziął wątpliwość, czy w analizowanym stanie faktycznym można mówić, iż doszło do publicznego udostępnienia utworu, które to działanie wymagałoby zgody autora zdjęcia, a brak zgody skutkowałby przyjęciem, iż doszło do naruszenia praw autorskich.

Publiczne udostępnienie utworu

Publiczne udostępnienie utworu to słowa klucz odmieniane przez wszystkie przypadki w orzecznictwie TSUE w sprawach związanych z ochroną praw autorskich w Internecie. Pojęcie to odnosi się do art. 3 ust. 1 dyrektywy 2001/29/WE Parlamentu Europejskiego i Rady z dnia 22 maja 2001 r. w sprawie harmonizacji niektórych aspektów praw autorskich i pokrewnych w społeczeństwie informacyjnym, w myśl którego „Państwa Członkowskie powinny zapewnić autorom wyłączne prawo do zezwalania lub zabraniania na jakiekolwiek publiczne udostępnianie ich utworów, drogą przewodową lub bezprzewodową, włączając podawanie do publicznej wiadomości ich utworów w taki sposób, że osoby postronne mają do nich dostęp w wybranym przez siebie miejscu i czasie”. Pojęcie to ma kluczowe znaczenie dla oceny legalności udostępniania określonych treści w Internecie. W zasadzie każde takie udostępnianie powinno w pierwszej kolejności być zbadane przez pryzmat pojęcia „publicznego udostępniania”. O tym, jak istotne znaczenie ma przedmiotowe pojęcie oraz jakie trudności wiążą się z jego interpretacją, niech świadczy liczba orzeczeń Trybunału Sprawiedliwości UE, które dotykały tego zagadnienia, a m.in. ważkie orzeczenia w tym zakresie zapadły w sprawach: Stichting Brein C-610/15 i C-527/15, Svensson i inni C‑466/12, BestWater International C‑348/13, GS Media C‑160/15. Co ciekawe, w analizowanej sprawie dotyczącej zdjęcia zamieszczonego przez uczennicę w referacie szkolnym opinia rzecznika generalnego, która zawsze poprzedza orzeczenie TSUE, była pozytywna dla szkoły i uczennicy. Wywód rzecznika generalnego w zasadzie szedł w kierunku uznania, iż działanie, jakie zaistniało w stanie faktycznym sprawy, nie stanowi publicznego udostępnienia. Tymczasem z takim zapatrywaniem zupełnie nie zgodził się Trybunał Sprawiedliwości UE. Jest to rzadka sytuacja, kiedy opinia rzecznika generalnego i wyrok TSUE idą w dwóch różnych kierunkach. Zazwyczaj opinia rzecznika generalnego stanowi tak naprawdę „mały wyrok” w sprawie.

„Nowa” publiczność

Jak wskazał TSUE w jednym ze swoich orzeczeń, z art. 3 ust. 1 dyrektywy 2001/29 wynika, że pojęcie „publicznego udostępniania” zakłada spełnienie dwóch kumulatywnych warunków. Mianowicie musi mieć miejsce „czynność udostępniania” utworu, a utwór musi zostać udostępniony „publiczności”. Trybunał wyjaśniał już parokrotnie, że pojęcie „publiczności” dotyczy nieokreślonej liczby potencjalnych odbiorców i dodatkowo zakłada dość szeroki krąg osób, zaś uznanie, iż doszło do „publicznego udostępniania”, wymaga, aby utwór chroniony został udostępniony w oparciu o szczególną technologię, inną niż dotychczas używane, lub – w wypadku niespełnienia powyższej przesłanki – wśród „nowej publiczności”, czyli publiczności, której podmiot praw autorskich dotychczas nie brał pod uwagę, zezwalając na pierwotne publiczne udostępnienie utworu. Rzecznik generalny w swojej opinii wskazał, iż trudno mówić o „nowej” publiczności w sytuacji, kiedy wcześniej już sporne zdjęcie było udostępnione na innej stronie internetowej, do której każdy mógł mieć swobodny dostęp. Rzecznik wskazał m.in., iż „Jeżeli chodzi o działanie uczennicy i jej nauczyciela, trudno jest wyobrazić sobie, żeby ci, którzy korzystali z dostępu do portalu internetowego szkoły, nie mogli w ten sam sposób (i bez większych trudności) skierować się na stronę internetową magazynu podróżniczego, gdzie fotografię Kordoby opublikowano po raz pierwszy. Ogólna publiczność internautów jest więc taka sama, gdy odwiedza stroną internetową magazynu podróżniczego i gdy interesuje się portalem szkoły. Ponieważ ilustracja była łatwo i legalnie (tzn. za zgodą podmiotu praw autorskich) dostępna dla wszystkich internautów, nie wydaje się, aby działanie uczennicy i jej nauczyciela mogło być decydujące w ułatwieniu dostępu do niego większej liczbie osób”. Innego zdania był TSUE, który wywiódł m.in., iż „Zważywszy na te elementy, w świetle orzecznictwa przypomnianego w pkt 24 niniejszego wyroku należy uznać, że zamieszczenie utworu chronionego prawem autorskim na stronie internetowej innej niż strona, na której dokonano pierwotnego udostępnienia za zgodą podmiotu praw autorskich, powinno w okolicznościach takich jak te rozpatrywane w postępowaniu głównym zostać uznane za podanie takiego utworu do wiadomości nowej publiczności. W takich okolicznościach publiczność, która została wzięta pod uwagę przez podmiot praw autorskich, gdy wyraził on zgodę na udostępnianie swego utworu na stronie internetowej, na której utwór ten został pierwotnie opublikowany, obejmuje bowiem jedynie użytkowników wspomnianej strony, a nie użytkowników strony internetowej, na której utwór został później zamieszczony bez zgody tego podmiotu, lub innych internautów”.

Dalsze kroki kierunku ochrony praw autorów

Poza orzecznictwem TSUE, który od paru lat wydaje orzeczenia obejmujące „proautorską” wykładnię przepisów, również same przepisy będą się zmieniać w kierunku większej ochrony praw autorskich w Internecie. W tym zakresie spore novum wprowadzić ma implementacja dyrektywy nr 2019/790 w sprawie prawa autorskiego i praw pokrewnych na jednolitym rynku cyfrowym oraz zmiany dyrektyw 96/9/WE i 2001/29/WE (zwana potocznie ACTA 2). W olbrzymim uproszczeniu regulacja art. 17 omawianej dyrektywy wprowadza wymóg uzyskiwania przez dostawcę usług udostępniania sieci online stosownego zezwolenia od podmiotu uprawnionego w sytuacji, w której użytkownik serwisu internetowego zamieszcza w nim treści objęte ochroną prawnoautorską, co do których nie ma uprawnień. Innymi słowy, jeśli w ramach danego portalu użytkownicy zamieszczają treści chronione prawem autorskim, to właściciel tego portalu powinien zadbać o to, aby uzyskać zezwolenie od podmiotu uprawnionego. Jest to jednak tematyka na zupełnie odrębną publikację.